Czy mówca jest aktorem?

Świetna dykcja, idealnie ustawiony głos, pełna kontrola nad mimiką i gestami. Trudno o lepszą charakterystykę dobrego mówcy. Gdzie można się tego wszystkiego nauczyć? Z pewnością w szkole aktorskiej. Czy jednak aktorzy rzeczywiście są najlepszymi mówcami? Czego możemy się od nich nauczyć, a w czym aktorstwo różni się od sztuki przemawiania?

Cyceron wyjaśnia – chodzi o prawdziwość.

Najwięksi starożytni mówcy, w tym najwybitniejszy z nich, Cyceron, uczyli się od najsłynniejszych aktorów swoich czasów. Nic dziwnego, Grecy i Rzymianie byli wielkimi fanami teatru, a mównica na Forum Romanum przypominała teatralną scenę. Jednak Cyceron wielokrotnie stwierdza, że mówca może uczyć się od aktora, ale tylko do pewnego momentu. W jednym ze swoich dzieł poświęconych retoryce, dialogu O mówcy, wyjaśnia, na czym ów moment polega. Otóż aktor, zgodnie ze starożytną teorią mimesis, naśladuje rzeczywistość, podczas gdy mówca mówi “prawdę”. Nie chodzi tu oczywiście o wymiar etyczny, czyli o to, że mówca nie kłamie, ale raczej o to, że musi być prawdziwy, autentyczny, gdy tymczasem aktor gra, wcielając się w fikcyjną postać.

Dialog, monolog, przemówienie.

Czy jednak fikcyjność i prawdziwość robi aż taką różnicę? Czy mówca, który dobrze gra, nie jest przekonujący? Na to pytanie nie ma oczywiście jednoznacznej i prostej odpowiedzi, ale są w sytuacji aktora i mówcy niuanse, które warto mieć na uwadze. Przede wszystkim sztuka teatralna i przemówienie to dwie różne sytuacje komunikacyjne. W teatrze postacie mówią do siebie nawzajem, prowadząc dialog, albo same do siebie, czyli wygłaszają tak zwane monologi. Unikanie kontaktu wzrokowego z widzami jest zasadą, bo widzowie nie wchodzą w relację z postacią. Wyjątkiem jest teatr dziecięcy, w którym na przykład wilk pyta dzieci na widowni, czy nie wiedzą, gdzie jest Czerwony Kapturek. Inaczej jest w przypadku mówcy, który musi nieustannie utrzymywać kontakt ze swoimi słuchaczami. Co więcej, powinien stale monitorować ich zaangażowanie i w razie potrzeby tak kierować swoją wypowiedzią, by tego kontaktu nie stracić. To kwestia innych nawyków i innej wrażliwości. Oczywiście wielu aktorów świetnie czuje się w roli mówców, ale też wielu nie radzi sobie z tym najlepiej, łącznie z tym, że ulegają tremie, bo w teatrze nauczyli się nie zwracać uwagi na publiczność, a przemawiając, muszą zmierzyć się z nią oko w oko.

Słowa, gesty, emocje.

W jednym z odcinków serialu komediowego “Czarna Żmija” Książę Regent (Hugh Laurie jako Jerzy IV) postanawia nauczyć się przemawiać. W tym celu zaprasza do siebie dwóch podstarzałych aktorów, którzy uczą go budowania napięcia za pomocą dziwnych odgłosów, nienaturalnej intonacji i stania w dziwnej pozie. Ten obraz, choć oczywiście przerysowany, dobrze oddaje istotę rzeczy. Teatralność to inaczej sztuczność, choćby nie wiem jak była przekonująca. Mówcy, którzy mają za sobą aktorską przygodę albo na co dzień są aktorami, często wpadają w tę pułapkę, przez co zamiast słuchać ich ze zrozumieniem i zaangażowaniem, zaczynamy przyglądać się przedstawieniu. Wyczuwamy, że ich występ to gra, że nie mówią od siebie, ale wcielają się w kolejną postać, że ich twarz jest w gruncie rzeczy maską.

Przezroczysty mówca.

Teatralność skupia też nadmiernie uwagę na mówcy. To zresztą błąd, który popełniają nie tylko aktorzy. Przemawiając, chcielibyśmy dobrze wypaść, chcielibyśmy, żeby nas zapamiętano, chcemy się zaprezentować. Tymczasem w przemówieniu najważniejszy jest przekaz, przesłanie, którym chcemy się podzielić, idea, do której chcemy przekonać. Wszystkie inne elementy: wygląd, intonacja, gesty, powinny służyć temu jednemu celowi. Gdy zaczynamy się na nich skupiać dla nich samych, odwracamy uwagę od istoty rzeczy. Mówca powinien być przezroczysty, musi być wyrazicielem treści, a teatralność temu szkodzi.

Można, byle z ostrożna.

Podsumowując, aktorów warto podpatrywać, uczyć się od nich i ich naśladować, ale pod jednym warunkiem. Trzeba mieć świadomość, czym różni się przemawianie od aktorstwa i z jakich elementów aktorskiego warsztatu należy korzystać, a z jakich nie. Wtedy nigdy nie popadniemy w nadmierną egzaltację, a reakcją na naszą wypowiedź nie będzie zdziwienie i konsternacja.