Nie tylko dla dyslektyków

W tym odcinku mowa będzie o rzeczy, na którą rzadko zwracamy uwagę, a która może zadecydować o sukcesie lub porażce naszego wystąpienia. Chodzi o to, w jaki sposób zapisać jego tekst. Często zdarza się, że mówcy stają na mównicy z gęsto zapisanym tekstem, w dodatku wydrukowanym małą czcionką i sformatowanym tak, że nie tylko dyslektykom jawi się on jako ciemna plama na białym polu, po której tańczą rozbiegane litery. To jedna z podstawowych przyczyn niepowodzenia w wypadku przemówień odczytywanych z kartki.

Dlaczego to takie ważne.

Warto pamiętać, że publiczne odczytanie przemówienia różni się zasadniczo od czytania tekstu dla siebie samego lub w małym gronie, na przykład przy stole konferencyjnym. Przede wszystkim przemówienie wygłaszamy na stojąco. Oznacza to, że odległość między kartką i naszymi oczyma jest znacznie większa niż kiedy czytamy siedząc. Po drugie, gdy przemawiamy, powinniśmy utrzymywać stale wzrokowy kontakt z naszymi słuchaczami. Wbrew częstym opiniom czytanie z kartki wcale temu nie przeszkadza, trzeba tylko czuć się swobodnie i z łatwością odrywać po każdej frazie wzrok od tekstu. Po trzecie czytanie przemówienia jest czytaniem na głos, co oznacza, że musimy uwzględnić w nim wszystkie pauzy, nie tylko te wynikające ze znaków przestankowych, ale  również takie, które podkreślą nasze myśli i pozwolą im swobodnie wybrzmieć. Wszystko to możemy osiągnąć, właściwie przygotowując nasz tekst.

Czcionka i odstępy.

Przede wszystkim powinniśmy zadbać o to, żeby bez problemu widzieć litery. Czcionka powinna być  o 2-4 punkty większa niż ta, którą posługujemy się na co dzień. Najlepiej od razu wydrukować tekst tak zwaną szesnastką. Nic nie robi tak złego wrażenia jak mrużenie oczu, pochylanie się nad kartką albo unoszenie jej ponad mównicę, żeby lepiej widzieć tekst. To samo dotyczy odstępów. Ponieważ czytając będziemy regularnie podnosić wzrok znad kartki, powinniśmy zadbać o to, żeby bez problemu wracać do miejsca, w którym skończyliśmy. Najlepiej więc zastosować podwójną interlinię.

Prozą, ale jakby wierszem.

Jednym z największych wyzwań dla mówcy, zwłaszcza takiego, który odczuwa lęk przed publicznymi wystąpieniami, jest właściwy podział tekstu na frazy i operowanie pauzą. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy autorem tekstu jest speechwriter, czyli gdy nie czytamy tego, co sami napisaliśmy. Jest na to jeden prosty sposób. Wystarczy podzielić tekst na frazy, zapisując go tak, jak zapisuje się wiersz. Taki zapis ułatwia też pisanie mowy tak, aby unikać  długich i wielokrotnie złożonych zdań. W ciągłym tekście nie zawsze mamy nad tym kontrolę. Gdy piszemy linijka pod linijką, łatwiej też zadbać o to, by frazy były mniej więcej tej samej długości. Nasz tekst będzie wtedy miał swój rytm i będzie przypominał poezję.

Pisanie pojedynczymi frazami przydaje się też wtedy, gdy chcemy nauczyć się tekstu na pamięć. Wystarczy przypomnieć sobie, w jaki sposób uczyliśmy się w szkole na pamięć wierszy, by uświadomić sobie, że najszybciej opanowujemy jednostki wyodrębnione graficznie, czyli kolejne linijki i zwrotki. To dużo łatwiejsze niż uczenie się na pamięć ciągłego tekstu prozą.

Zakreślenia, pogrubienia i inne znaki.

Niekiedy możemy spotkać się z zakreślaniem wybranych fragmentów przemówienia lub wprowadzaniem innych dodatkowych znaków, które oznaczają na przykład pauzę. Stosowane z umiarem mogą być pomocne, ale mogą też przeszkadzać w sprawnym odczytaniu tekstu. Znacznie lepiej jest napisać go tak, by czytał się dobrze sam, bez tego rodzaju dodatków. Tych, którzy wątpią, czy jest to możliwe, zapewniam, że jest, zwłaszcza gdy ma się trochę wyczucia i wprawy.