Potrójna doskonałość

W piosence Wojciecha Młynarskiego pod niezbyt zachęcającym tytułem “Alkoholicy z mojej dzielnicy” aktor, po drodze do teatru Ateneum na warszawskim Powiślu spotyka kloszardów. Jeden z nich, dowiedziawszy się, z kim ma do czynienia, mówi do niego w poetyckim refrenie: “A wiesz pan, dlaczego teatr ogólnie jest piękny? Bo teatr to jest śmiech, kolego, bo teatr to jest płacz, kolego! To są te trzy elementy!”. Chociaż tytułowy alkoholik nie jest w stanie podać trzeciego powodu, dla którego warto bywać w teatrze, to jednak wie, że powinien wymienić trzy rzeczy, czyli zna jedną z najważniejszych i najstarszych reguł retoryki: zasadę trójdzielności.

Wszystko, co potrójne, jest doskonałe.

O tym, że wypowiedzi i obrazy o potrójnej strukturze są bardziej sugestywne i lepiej trafiają do odbiorcy, wiadomo od dawna. Starożytni Rzymianie ujmowali tę zasadę w prostej (i trzywyrazowej) maksymie: omne trinum perfectum (wszystko, co potrójne, jest doskonałe), którą z powodzeniem wcielali w życie. W końcu jedno z najbardziej znanych łacińskich zdań to wypowiedziane przez Cezara trzy słowa: veni, vidi, vici. Rzecz dotyczy zresztą nie tylko języka. Symbolem doskonałego piękna były trzy Gracje, których przedstawienia odpowiadały opisanej w XVIII wieku przez Johna Thomasa Smitha zasadzie trójdzielnej kompozycji obrazu. Cezariańskie “przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem” znalazło też swoją kontynuację w wielu sloganach, jak choćby w sztandarowym haśle rewolucji francuskiej: “wolność, równość, braterstwo” (do którego na początku dołączano jeszcze “albo śmierć”). Inne przykłady to “wino, kobiety i śpiew”, “sex, drugs and rock’n’roll” czy “citius, altius, fortius” (szybciej, wyżej, mocniej). Nam Polakom bliskie jest natomiast, także trójczłonowe, zawołanie: “Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Historia poprawia Churchilla.

Do tej grupy należy też fraza “krew, pot i łzy” kojarzona z Winstonem Churchillem i jego przemówieniem wygłoszonym 13 maja 1940 roku w Izbie Gmin, gdy obejmował urząd premiera. Fraza stała się na tyle popularna, że powstał nawet zespół rockowy o tej właśnie nazwie: Blood, Sweat and Tears, ale w rzeczywistości Churchill, który do ostatniej chwili pracował nad tekstem przemówienia (w Archiwum Churchilla w Cambridge zachowały się kartki, z których wtedy czytał, z jego odręcznymi notatkami), powiedział: “Mogę wam obiecać tylko krew, trud, łzy i pot”. Wymienił więc nie trzy, a cztery rzeczy, w dodatku w trudnej do zapamiętania i do wymówienia kolejności (po angielsku zdanie to brzmi: I have nothing to offer but blood, toil, tears and sweat). Można powiedzieć, że historia poprawiła Churchilla, zapamiętując skróconą wersję i inny porządek słów.

Amerykańscy naukowcy potwierdzają.

W 2014 roku dwoje amerykańskich badaczy z uniwersytetów w Georgetown i Los Angeles opublikowało badania pod wiele mówiącym tytułem: “When Three Charms but Four Alarms. Identifyingthe Optimal Numberof Claimsin Persuasion Settings” (“Gdy trójka zjednuje, a czwórka alarmuje. W poszukiwaniu optymalnej liczby stwierdzeń w kompozycjach perswazyjnych”). W ramach projektu osobom badanym podawano między innymi trzy perswazyjne informacje, a następnie dodawano czwartą i sprawdzano ich reakcję. Okazało się, że pojawienie się czwartego elementu w wielu przypadkach powodowało zmianę nastawienia i przejście od akceptacji do sceptycyzmu. Okazuje się więc, że starożytna reguła sprawdza się statystycznie, choć wciąż nie wiemy, dlaczego.

Jak to się robi?

Zasadę trójdzielności warto sobie przyswoić raz na zawsze i stosować ją jak najczęściej, choć najlepiej na zmianę z zasadą równowagi (pisałem o niej w jednym z poprzednich tekstów). Możemy wymieniać po trzy czynności, przedmioty albo ich cechy, możemy budować serie trzech podobnych do siebie zdań, możemy wreszcie powtarzać trzy razy to samo (jak w słynnym przemówieniu Dantona: “potrzebujemy odwagi, jeszcze raz odwagi, zawsze odwagi”) lub użyć trzech synonimów na określenie tej samej rzeczy. A kiedy przyjdzie nam do głowy coś czwartego, zastanówmy się, czy warto ryzykować zaufaniem słuchaczy.