Skromność krusząca lody

Ten odcinek naszego bloga dedykowany jest tym, którzy szukają sposobu, by powalić swoich słuchaczy na kolana. Nie będzie w nim jednak mowy o dobieraniu poszetki, idealnie skrojonym garniturze ani o pewnym spojrzeniu i zdecydowanym głosie. Mowa będzie o… skromności.

Owacje na pogrzebie.

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie były wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, który już po pierwszym zdaniu swojego wystąpienia zebrał gromkie owacje podczas uroczystości pogrzebowych senatora Johna McCaina (tak, na anglosaskich pogrzebach przemawia się i zbiera owacje). Co takiego powiedział Joe Biden? Otóż nic nadzwyczajnego. Można wręcz powiedzieć, że rozpoczął swoje wystąpienie najbanalniej, jak tylko można, mówiąc: „Nazywam się Joe Biden”. To oczywiście demonstracja nadzwyczajnej skromności, bo każdy Amerykanin, a już na pewno każdy uczestnik pogrzebu Johna McCaina wie, kim jest Joe Biden, a i fakt, że zmarły był jego bliskim przyjacielem, choć z drugiej strony politycznej barykady, był wcześniej powszechnie znany. W takiej sytuacji skromność jest tym bardziej ujmująca, bo kontrastuje z tym, na co mówca mógłby sobie w rzeczywistości pozwolić, podkreślając znaczenie swojej osoby. Jednak w tym wypadku Joe Biden nie tylko zwrócił uwagę na to, że sam nie pretenduje do zaszczytów i wyrazów uznania, ale także wskazał, że jest tylko jedna ważna osoba, senator John McCain. To szczególna oznaka szacunku dla zmarłego i jego bliskich.

Papież z dalekiego kraju.

Niedawno obchodziliśmy czterdziestą rocznicę wyboru papieża Polaka, Jana Pawła II. Jego pierwsze wystąpienie na Placu św. Piotra w Rzymie też jest przykładem, jak działa okazywanie skromności. Przypomnijmy, że pierwsze słowa nowego papieża brzmiały tak:

„Kardynałowie powołali nowego biskupa Rzymu. Powołali go z dalekiego kraju, z dalekiego, ale jednocześnie jakże bliskiego poprzez komunię w chrześcijańskiej wierze i tradycji”.

Gdy się dobrze zastanowić, nasze kraje nie są wcale tak odległe. Polską rządziła w XVI wieku włoska królowa, wiele polskich zabytków architektury stworzyli włoscy budowniczowie, a do tego śpiewamy o sobie nawzajem w naszych hymnach (my o drodze z ziemi włoskiej do Polski, a Włosi o austriackim orle, który wypił polską i włoską krew). W tej sytuacji chwalenie się historycznymi związkami byłoby jednak dużo gorszym pomysłem niż pokorne stwierdzenie: wiem, że nie jestem stąd, że nie jestem Włochem.

Papież, który się myli.

Prawdziwą euforię wywołał jednak ciąg dalszy wypowiedzi nowo wybranego papieża: „Nie wiem, czy będę umiał dobrze wysłowić się w waszym… naszym języku włoskim. Gdybym się pomylił, to mnie poprawicie”. Na te słowa tłum zareagował z jeszcze większym entuzjazmem, po pierwsze dlatego, że oto sam papież przyznał się właśnie, że może mieć problemy językowe, ale też dlatego, że od razu zrobił błąd w słowie „poprawicie”, mówiąc „corrigerete” zamiast „corregerete”. Te słowa nie tylko zaskarbiły sobie sympatię tych, którzy mogli ich bezpośrednio wysłuchać, ale jako często powtarzane, stały się symbolem całego pontyfikatu.

Skromnie czyli krótko.

Czasem można też okazać skromność, skracając maksymalnie swoje wystąpienie. Gdy w 1968 roku Alfred Hitchcock odbierał wręczaną podczas gali oskarowej nagrodę Irvinga G. Thalberga, powiedział tylko: „Dziękuję, naprawdę bardzo dziękuję”. To przykład, że można wyróżnić się na tle innych mówców, w tym wypadku po długim i przegadanym wstępie wręczającego nagrodę Roberta Wise’a (reżyser filmu „West Side Story”). Tak samo wyróżnił się Abraham Lincoln swoim krótkim Orędziem gettysburskim wygłoszonym po dwugodzinnej mowie Edwarda Everetta. Trzeba jednak uważać, bo zachowanie Hitchcocka można było równie dobrze odebrać jako przejaw skromności i nieśmiałości, jak i arogancji czy lekceważenia.

Jak to się robi.

Na koniec kilka praktycznych wskazówek. Pamiętajmy, że skromność nie przynosi ujmy, a wręcz przeciwnie, może podnieść nasz autorytet. Oddziałuje też tym bardziej, im bardziej jest szczera. Ludzie znani z tego, że są skromni, są w niej bardziej przekonujący. Wreszcie skromność nie oznacza utraty kontroli nad słuchaczami. Przeciwnie, dobrze użyta jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi perswazji.