Zbędne didaskalia

Umiejętności retoryczne to kwestia kulturowa. Zjawiska takie jak konferencje TED czy kluby Toastmasters powodują co prawda upowszechnienie się globalnych standardów, ale w różnych krajach ze sztuką oratorską i tak bywa różnie. Tam, gdzie przemawiania uczy się w szkołach, poziom jest bardzo wysoki, a wystąpienia publiczne uważa się za rodzaj przyjemności i świetną okazję do autoprezentacji. Z kolei tam, gdzie nauczanie retoryki nie jest powszechne, przemawianie jest raczej stresującym obowiązkiem, a słuchanie wystąpień kojarzy się często z nudą. W Polsce wiele się pod tym względem w ostatnich latach zmienia, ale śmiem twierdzić, że wciąż należymy do tej drugiej grupy, a w każdym razie wciąż popełniamy związane z tym błędy.

Przepraszam, że mówię

Jednym z najczęstszych jest mówienie o przemówieniu, czyli tytułowe didaskalia. Wiele wystąpień zaczyna się od tłumaczenia, dlaczego przemawiamy oraz zapewnień (zwykle dość obszernych), że będziemy mówić krótko, mimo iż na poruszany przez nas temat moglibyśmy mówić bardzo długo (takie dictumbrzmi niczym złowieszcza groźba: jeśli nie będziecie grzeczni, zanudzę was na śmierć). Czujemy też często potrzebę wytłumaczenia się z tego, że nasze przemówienie napisaliśmy na kartce, żeby o niczym nie zapomnieć i niczego nie pominąć. Na wszelki wypadek informujemy również o swojej niedyspozycji i zaznaczamy, że przemawianie nie jest naszą najmocniejszą stroną. Koniec końców do właściwego tematu przechodzimy zwykle dopiero wtedy, gdy upewnimy się, że nasi słuchacze są już wystarczająco zniechęceni. Nasz brak pewności siebie zasiewa wątpliwości i nastawia negatywnie do naszej osoby, atmosfera gęstnieje, a siła naszego przekazu topnieje w oczach.

Entuzjazm i przekonanie

Niewiara we własne możliwości często idzie w parze z brakiem entuzjazmu i przekonania do treści naszej wypowiedzi. Niedawno wybrałem się na wernisaż wystawy malarstwa. Młody kurator opowiadał o prezentowanych tam obrazach w taki sposób, jakby nie wierzył, że to, co mówi, w ogóle może kogokolwiek obchodzić. Było wręcz przeciwnie, bo ludzie przyszli tam właśnie po to, żeby oglądać obrazy i czegoś się o nich dowiedzieć (nie było darmowego wina ani przekąsek), ale prowadzący wcale nie był tego taki pewien. Zarzekał się więc, że będzie mówił krótko i że nie chce zanudzać, ale efekt był zgoła odwrotny. Goście przestępowali z nogi na nogę, z trudem wyłapując rozsiane w gąszczu zająknięć ciekawostki, i było jasne, że nie są zachwyceni. Zabrakło entuzjazmu i przekonania, że ma się do powiedzenia coś naprawdę ciekawego.

Po prostu mów

Jak uniknąć takich błędów? Przede wszystkim powinniśmy przemawiać z przekonaniem. Poproszono nas o zabranie głosu, bo ktoś uznał, że warto. Nie przepraszajmy więc za to, że mówimy, ale po prostu mówmy. Starajmy się sprawić naszym słuchaczom przyjemność, bądźmy swobodni, a ewentualne potknięcia obracajmy w żart. Mówmy krótkimi, prostymi zdaniami, robiąc pauzy, które pozwolą wybrzmieć naszym słowom. Zachowujmy też kontakt wzrokowy z naszym audytorium i pod żadnym pozorem nie mówmy o naszym przemówieniu i nie tłumaczmy, dlaczego jest takie, a nie inne, chyba że wiąże się z tym jakaś naprawdę ciekawa historia, którą warto opowiedzieć.